Rozdział 1.

 Dzień dobry! Dzisiaj, zgodnie z obietnicą prezentuję 1. rozdział opowieści Daniela.  


                                             Rozdział 1.


Obudziłem się, gdy ktoś zaczął mną gwałtownie potrząsać. Ze światła przebijającego się przez moje powieki, wywnioskowałem, że jest już pewnie ranek.
 - No wstawaj! - krzyknął żeński głos nad moją głową.
 - O co chodzi? - otworzyłem leniwie oczy.
 - Jak to o co? Za chwilę śniadanie, a my się przez ciebie spóźnimy! 
 - Chodź, Sunny - ponaglił ją inny, męski głos - Ten leń niech sobie śpi, ominie go śniadanie i apel.
Wstałem gwałtownie i przetarłem oczy. Na moim łóżku siedziała Sunny, moja chyba siostra, a obok niej stał Tomas, mój chyba brat. Oboje byli ubrani w obozowe koszulki i dżinsy. W Siódemce, czyli Domku Apollina mieszkała tylko nasza trójka, chociaż zwykle domki Apollina i Hermesa były najliczniej zamieszkane w całym  Obozie. Podobno, miało to swą przyczynę w tym, że nasz ojciec jeszcze się nie otrząsnął po tym, jak Zeus zmienił go w człowieka jakieś 15 lat temu. 
 - Może jednak jesteś synem Hypnosa, co Daniel? - spytała zaczepnie Sunny, z promiennym uśmiechem, który wręcz pasował do jej imienia - "sun" oznacza przecież słońce.
 - W takim razie, ty jesteś córką Eos - odparowałem. Specjalnie podałem imię różanopalcej bogini jutrzenki, ponieważ ostatnio kilku synów Hermesa, w ramach jakiegoś średnio zabawnego kawału, podrzuciło do herbaty Sunny miksturę, od której złaziła jej skóra z palców. Na szczęście udało się to zatrzymać, ale palce Sunny nadal były pokryte świeżą różową skórą.
 - Wstawaj już - przerwał nam Tomas. On, w przeciwieństwie do Sunny, zawsze był poważny i opiekuńczy.  Traktował Sunny jak uroczą młodszą siostrę, a mnie jak nieznośnego kuzyna.
Ekspresowo umyłem się i ubrałem, a potem wyszliśmy z domku. Do pawilonu jadalnego dotarliśmy tylko lekko spóźnieni, dlatego nikt nie zwrócił nam uwagi.
Gdy wszyscy skończyli jeść, Chejron, nasz obozowy koordynator zajęć, opiekun nauczyciel i centaur w jednym, wstał i zaczął przemowę:
 - Drodzy herosi! Wiadomo wam, że w tym tygodniu przyjeżdżają do nas bohaterowie dawnych wojen, by uczcić Dzień Elpis, po rzymsku Spes, bogini nadziei, a także dwudziestolecie pokonania Gai, czyli...
Tutaj podał imiona "naszych bohaterów", czyli Percy'ego i Annabeth Jacksonów, Piper i Jason Grace, Leon Valdez oraz Hazel i Frank Zhang. Słyszałem te nazwiska tak wiele razy, że naprawdę nie musiałem słuchać po raz kolejny.
Sunny szturchnęła mnie w ramię.
- Słyszałeś?- spytała.
- Co?
Prychnęła, a ja pożałowałem przez chwilę, że nie słuchałem, bo Chejron musiał powiedzieć coś ciekawego. Natychmiast zamieniłem się w słuch.
- Zapraszam tutaj Rachel Elizabeth Dare, nasz obozowy głos Delf - zapowiedział centaur.
Na środek sali wyszła około 40.- letnia kobieta. Wyglądała rześko i młodo, rude włosy spięła w kok, ubrana była w dżinsową kurtkę i czarne spodnie.
- Witajcie półbogowie! - zaczęła - Dokładnie 20 lat temu Gaja, Matka Ziemia próbowała powstać i pozbawić świat wszelkiej nadziei! Powstrzymali ją dzielni herosi, których poznacie już w tym tygodniu! Mam nadzieję, że ugościcie ich z honorem. A dzisiaj przybyło do nas troje nowych herosów. Powitajmy ich!
Na podwyższenie weszło troje dzieci: dwóch chłopców i jedna dziewczynka. Pierwszy chłopiec miał blond włosy i zielone oczy. Był drobnej postury, ale coś w jego spojrzeniu mówiło, że mógłby wysadzić cały ten pawilon, gdyby coś go wkurzyło. Zapisałem sobie w pamięci, żeby raczej schodzić mu z drogi. Drugi wyglądał na około 13 lat. Miał czarne włosy i oczy koloru burzowych chmur. Dziewczynka była bardzo drobna i blada. Cienkie, tak jasne, że prawie białe włosy opadały jej na chude ramiona. Zamknęła oczy i mamrotała coś pod nosem. Myślę, że coś w stylu: "Och bogowie, czy ja nie oszalałam?". Sam tak myślałem, gdy przybyłem do Obozu.
Rachel kontynuowała swoją przemowę, ale ja znowu się wyłączyłem. Tak jak większość herosów miałem ADHD i problemy w koncentracją. Moją uwagę, zwróciło dopiero to, jak z gardeł wszystkich herosów dobyło się zbiorowe westchnienie. Spojrzałem w stronę, w którą patrzyli i zobaczyłem, że nad głową chłopca z czarnymi włosami zapalił się znak. Płonąca sowa i trzy litery greckie: alfa, theta, epsilon oznaczające mniej więcej "tylko dzieci Ateny".
- Obozowicze! - przemówił Chejron - Powitajcie Marida White, syna Ateny!
Rozległy się oklaski ze stołu dzieci bogini mądrości. 
Poczułem się koszmarnie. Zawsze tak się czułem, kiedy bogowie uznawali swoje dzieci w Obozie, a to dlatego, że mój ojciec nigdy oficjalnie mnie nie uznał, nigdy nie rozbłysnął nade mną znak Apollina, tak jak znak Ateny nad głową Marida. Znaczy, zostałem nieoficjalnie przydzielony do Siódemki, z racji na to, że dobrze strzelam z łuku, ale to nie to samo co oficjalne uznanie.
Gdy wszystkie przemowy dobiegły końca, wróciłem do domku . Chciałem tylko rzucić się na łóżko i zapomnieć o wszystkim, jednak na moim łóżku coś leżało. Była to księga z ozdobnie wykaligrafowanym greckim napisem "Przepowiednie" na okładce. 
Pchany przez ciekawość otworzyłem ją na pierwszej stronie i przeczytałem:
Tylko dziecię Apollina może czytać tę księgę bezkarnie.
Fajnie, teraz jeśli Apollo nie jest moim ojcem, to zapewne spalę się na popiół. Ale to nie będzie przecież moja wina, bo nikt mi nic nie powiedział. Przewróciłem kartkę. Na kolejnej stronie widniała napisana w całości Wielka Przepowiednia, ta sama, która dotyczyła Percy'ego Jacksona i tego drugiego chłopaka, jak on miał...Luke'a Castellana, syna Hermesa. Na następnej kartce znajdowała się sławetna Przepowiednia Siedmiorga, która spełniła się 20 lat temu. 
Nie zaskoczyło mnie, że kolejna strona okazała się pusta. Przecież Wielkie Przepowiednie są tylko dwie. Ulżyło mi, że nie spaliłem się na popiół, to znaczy, że jednak jestem synem Apollina. Ale, kto i po co podłożył mi książkę, tego nie wiedziałem. Może mój tata, by na taki pokrętny sposób pokazać, że jednak jestem jego synem. Chociaż równie dobrze, mógł mnie uznać, skoro już się mną interesuje.
Pogrążony w takich rozmyślaniach nie zauważyłem, jak na pustej stronie zaczęły się pojawiać złote litery. Zwróciło to moją uwagę dopiero po dłuższej chwili i wtedy zacząłem śledzić wzrokiem napis. A brzmiał on tak:

Dziecię ciepła, dziecię zimna i dziecię złodzieja, 
udadzą się tam, gdzie szaleje śnieżna zawieja.
Muszą uwolnić boginię spętaną,
w czeluściach Nocy łańcuchem skuwaną.
Inaczej świat w mroku bezkresach się pogrąży.
Nad ludzkością widmo śmierci krąży.




I to koniec pierwszego rozdziału. Mam nadzieję, że jesteście zaciekawieni, tak samo jak ja.:) Nowy rozdział, jeśli się uda, pojawi się w piątek. Do zobaczenia!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 12

Rozdział 8 cz.II

Rozdział 10