Rozdział 12
Summer Zachodzące słońce leniwie przebijało się przez ściany namiotu, przeszkadzając mi się skupić. Gdy przesuwałam się inne miejsce, promienie słońca jak na złość znów zbliżały się do mojej twarzy. Zapisałam sobie w pamięci, by w najbliższym mieście zainwestować w dobre okulary przeciwsłoneczne. Łowczynie naturalnie ich nie posiadały, były przecież przyzwyczajone do polowań na świeżym powietrzu i wszelkich niedogodności, które się z nimi wiążą. Na moją prośbę o okulary Thalia roześmiała się, jakby było coś śmiesznego w tym, że słońce razi w oczy. Poza tym przydałoby mi się coś, co zasłoniłoby moje opuchnięte od płaczu, zaczerwienione oczy. Wstyd z takimi wychodzić na ulicę, bo co sobie ludzie pomyślą? O pardon, tu nie ma ulic, jest tylko dziki busz. Ponownie wzięłam głęboki oddech, by spróbować się uspokoić. Chociaż łzy mi się już chyba skończyły nadal czułam ból, na myśl o zdradzie Camille. Mama zawsze powtarzała, że z użalaniem się nad sobą należy zaczekać do końca bitwy, wted...