Rozdział 7
Witam ponownie na moim blogu! Miło mi pokazać wam kolejny fragment historii, tym razem nieco spokojniejszy. Wiem, że długo mnie tu nie było, co mogę usprawiedliwić wyjazdem i tym, że rozdział jest dosyć długi. Niedługo możecie się spodziewać zwiastuna nowego opowiadania, które zamierzam umieścić na nowy rok szkolny.
Zachęcam do komentowania i przekazywania bloga dalej!A teraz już nie przedłużając: zapraszam do czytania!
Po zjedzeniu połowy zapasów z kuchni Sinnisa, rozłożyliśmy się wszyscy na jego skórzanej kanapie, z rękami założonymi na pełnych brzuchach. Oddychaliśmy głęboko i usiłowaliśmy przetrawić, i jedzenie, i wszystkie dzisiejsze wydarzenia.
Camille wstała po chwili, wydukała coś o tym, że pada z nóg i poszła do łazienki się umyć. Miałem nadzieję, że po tym wszystkim, przez co dzisiaj przeszliśmy, przestanie się od nas izolować. Jednak ona jeszcze bardziej (o ile to możliwe) zamknęła się w sobie. Musi istnieć jakiś sposób, żeby się otworzyła. A ja go znajdę.
Chociaż mogłem nie mieć dość czasu. Jakiś obowiązkowy głos w mojej głowie mówił, że powinniśmy zerwać się na równe nogi i iść dalej - w końcu zostały nam tylko cztery dni na uwolnienie Elpis. Jednak nie miałem serca zmuszać do tego dziewczyn. Dzisiaj w końcu przeżyliśmy dwa ataki potworów! Chociaż Sinnis teoretycznie nie był potworem.
A skoro już o Sinnisie, to czułem się dziwnie goszcząc się w domu osoby, którą zabiłem. Ale powiedzmy, że to było "uzasadnione działanie w obronie własnej". Tak nazywały to dzieci Aresa w Obozie, gdy zbiły jakiegoś obozowicza i chciały uniknąć kary. Jakby ktokolwiek mógł im zagrozić...
Siedziałem tak przez dłuższą chwilę, pogrążony w myślach. Postanowiłem, jako dowódca, pierwszy odezwać się do Summer, przerywając ciszę. Nie było mi to jednak dane.- Ciekawe, gdzie Sinnis kupował to salami - powiedziała córka Jacksonów. O dziwo, zupełnie poważnie. Spojrzałem na nią, jak na kosmitkę.
- Bo dobre - wyjaśniła, ucinając tym tę rozmowę, o ile można to było nazwać rozmową.
Następnie usadowiła się wygodniej i wyjęła z kieszeni jakąś karteczkę z kieszeni bluzy. Mimowolnie zajrzałem jej przez ramię. Zobaczyłem mocno pogniecione i zalane kilkakrotnie jakimś napojem zdjęcie. Przedstawiało młodszą wersję Summer, jakiegoś małego chłopca o zawadiackim uśmiechu i państwa Jackson. Stali przed Empire State Building i wyglądali jak normalna szczęśliwa rodzina.
- Co to? - wyrwało mi się.- Zdjęcie, inaczej fotografia - wyjaśniła Summer, tonem jakby mówiła do pięciolatka.
Przewróciłem oczami.
- Nie to miałem na myśli.
- Przecież wiem, tylko się z tobą droczę - uśmiechnęła się. Jej zęby nosiły ślady aparatu ortodontycznego. - To ja, Bobby - mój młodszy brat, mama i tata. Dwa lata temu. Zabrali nas na wycieczkę do Nowego Yorku. Tata chciał bardzo mieć takie zdjęcie. Cała nasza rodzina pod siedzibą bogów. Pamiętam - parsknęła. - Jak próbował kilkadziesiąt razy ustawić właściwie aparat, bo cały czas ucinało nam głowy - w jej głosie zabrzmiała pewna nostalgia.
- Tęsknisz za nimi? - spytałem. Summer wysłała mi wzrokiem pioruny godne Zeusa. - Okej, nie było pytania.- Nie, jak chcesz się czegoś dowiedzieć, to możemy zagrać w Dowolne Trzy Pytania - zaproponowała.
- Co?
- To taka gra - przewróciła oczami. - Ty zadajesz mi trzy pytania, jakiekolwiek przyjdą ci do głowy, a ja muszę na nie odpowiedzieć. A potem odwrotnie. Ty zaczynasz.
- Ok. Pełne imię i nazwisko - spytałem, ponieważ to pytanie wydało mi się neutralnie. I poza tym to było pierwsze, które przyszło mi do głowy.
- Summer Eleanor Jackson - odparła.
- Eleanor? - powtórzyłem.
- Tak, a co?
- Nic, tylko Eleanor kojarzy mi się raczej z taką dystyngowaną damą, no wiesz, taką która pije herbatę u królowej angielskiej i w ogóle...
- Czekaj! Uważasz, że JA nie mogłabym pić herbaty u królowej angielskiej? - udała oburzenie. Następnie wzięła do ręki kubek z herbatą i zaczęła siorbać napój z uniesionym w górę małym palcem. Nagle, zrobiła minę, jakby miała w ustach szerszenia i wypluła całą herbatę na kanapę Zginacza Sosen.
- Parzy! - wychrypiała i poleciała do kuchni. Aneks kuchenny znajdował się za niewielkim murkiem tuż koło kanapy, więc doskonale widziałem, jak chwyta dwulitrową butelkę wody i prosto z niej wypija kilka łyków. Wolałem nie myśleć, że Sinnis zapewne z tego pił i zostawił tam swoje zarazki. Jako syn Apollina, boga medycyny, byłem nieco przewrażliwiony na tym punkcie. Na samą myśl o bakteriach i zarazkach miałem dreszcze.
Summer skończyła pić, westchnęła głęboko i otarła usta rękawem.- Nie - powiedziałem do niej.
- Co: nie?
- Zdecydowanie nie możesz pić herbaty u królowej angielskiej. Zażenowałabyś na śmierć cały rząd Wielkiej Brytanii - roześmiałem się.
Wystawiła mi przekornie język.
- Dobra, dawaj kolejne pytanie.
- Się robi księżniczko - zażartowałem. - Ile ty właściwie masz lat? - dotychczas zakładałem, że Summer jest dwunastolatką, ale po tym, czego dzisiaj dokonała, nie byłem już tego taki pewny.
- Trzynaście, no może trzynaście i pół - odpowiedziała.
- Aha - skwitowałem, nie wiedząc, co powiedzieć. - I trzecie: jak to jest żyć normalnie?
- Co masz na myśli? - zmarszczyła czoło.
- No... z dwójką normalnych rodziców, kiedy możesz chodzić, gdzie chcesz, bez potworów na każdym kroku - rozkręcałem się. - Kiedy masz znajomych, przyjaciół...
- Okej, zrozumiałam. Stop - przerwała mi Summer. Odgarnęła do tyłu kosmyki włosów nachodzące jej na czoło. - To nie jest tak, jak to sobie wyobrażasz. Wiesz, jeszcze nikomu tego nie mówiłam, ale ty jesteś w porządku - uśmiechnęła się nieśmiało. - Nawet mnie i mojemu geniuszowi, niezwykłej urodzie i uroku osobistym trudno czasem wytrzymać z rodzicami - zażartowała. W każdym razie miałem nadzieję, że żartuje. - Mówisz, że są normalni? Dwóch półbogów ciężko nazwać normalnymi. Poza tym są przewrażliwieni na punkcie mojego bezpieczeństwa. Nie chcą uwierzyć, że nie mam już siedmiu lat. Twierdzisz, że mogę chodzić gdzie chcę? Oj nie. Rodzice nie pozwalają mi się ruszać dalej niż do granic Obozu Jupiter. Wyjeżdżać? Tylko z nimi. I jeszcze najlepiej z zorganizowaną grupą antyterrorystyczną. Co do potworów, to oni uważają, że cała ich masa z przyjemnością by mnie zabiła, by zemścić się na rodzicach. Nie dopuszczają do siebie myśli, że też bym chciała jakiegoś pokonać. Potwora w sensie.
- Może mają rację - powiedziałem.- Co? - Summer spiorunowała mnie wzrokiem.
- Pokonali bardzo wiele potworów i one mogą pragnąć zemsty - wyjaśniłem. - Na tobie.
- Ale i tak to nie usprawiedliwia ich zachowania - zaoponowała Summer. Wyraźnie widać było, że miała na tę okazję specjalnie przygotowaną mowę, a ja ją zaburzyłem. Ten rodzaj paniki widywałem już u Annabeth, gdy ktoś przerywał jej niesamowicie ciekawy (czytaj nudny) wygład na temat architektury antycznej. Spoglądała wtedy na tę osobę groźnie i niechętnie odpowiadała na pytanie (lub pozwalała na wyjście do toalety), i kontynuowała wygład, posyłając nam spojrzenia typu: "Jeśli jeszcze raz mi przerwiecie, zapoznacie się bliżej z ostrą stronę mojego sztyletu. Jestem pewna, że się polubicie". Summer spojrzała na mnie tak samo i kontynuowała: - A co do normalnych przyjaciół, to ciężko ich mieć, jeśli nie można opuścić granic Obozu. Jasne, jakiś znajomych mam, ale wszyscy są legionistami... Aaaa, i jeszcze wy - podchwyciła, widząc moje wyczekujące spojrzenie. - Jesteście wspaniali, naprawdę - zakończyła niefortunnie. Zdecydowanie nie tak to sobie zaplanowała, widziałem to w jej oczach.
- Ale twoi rodzice w Obozie wydawali się naprawdę spoko - zagaiłem.- Bo są spoko. Ale bardziej tata niż mama. Ona jest trochę zła, że nie chcę zaakceptować mocy Ateny, po niej - Summer zgarbiła się. - Jakby ta jakieś miała - dodała.
Przemilczałem tę uwagę. Ze snu wiedziałem, że Summer nie odziedziczyła "morskich" mocy po ojcu i dziadku Posejdonie, ale ona nie wiedziała, że wiem, i wolałem, żeby tak pozostało.
- Dobra, teraz ty - powiedziałem po dłuższej chwili milczenia. Miałem przeczucie, że Summer oczekiwała jakiejś rady, pomocy, której nie potrafiłem jej udzielić.
- Okej - wzięła się w garść. - Ty jesteś synem Apollina, nie?
- No... tak, chociaż nieuznanym...
- Och daj spokój! - przerwała mi. - Spotkałam kiedyś Apollina, wiesz? Po moim narodzeniu rodzice poprosili go, by przepowiedział moją przyszłość. Nie pamiętam z tego wydarzenia zbyt wiele, ale wiem jedno: Apollo roztaczał wokół takie światło i ciepło. Gdy przybył do nas, poczułam się tak przyjemnie, że przestałam płakać. Tata mi to mówił - wytłumaczyła. - Mówił też, że Apollo się zmienił po swojej przemianie w człowieka. Stał się właśnie bardziej ludzki. Mniej wyniosły, egoistyczny, bardziej wziął sobie do serca sprawy śmiertelników. I ty jesteś taki sam. Roztaczasz to samo ciepło i radość. I jesteś naprawdę miły i życzliwy. Więc nie daj sobie wmówić, że nim nie jesteś! To widać na pierwszy rzut oka.
- Dziękuję Summer - zabrakło mi słów. Jeszcze nigdy nikt nie powiedział mi tylu miłych rzeczy. Szczerze wątpiłem, że jestem podobny do ojca. On taki efekciarski, przystojny, czarujący, a ja... no... Przy nim wydawałem się nikim. A może było inaczej?- Spoko - odparła miękko. - Okej, to drugie pytanie: skąd wiedziałeś o Cookie'm?
Zmroziło mnie. Oczywiście, Summer nie mogła zapomnieć o tym, że o nim wspomniałem. Mogłem się domyślić i przygotować sobie jakąś odpowiedź. Ale nie chciałem jej powiedzieć prawdy. Czułem się głupio, że szpiegowałem ją w jej własnych wspomnieniach.
- Eee...no - wybąkałem. - Po prostu...eee...pomyślałem, że taka dziewczyna jak ty musi mieć psa i tak przyszło mi do głowy imię Cookie.Summer uniosła brwi.
- Mam swoje źródła. I wspominałem o uroku osobistym? - starałem się naśladować ton głosu mojej przyjaciółki.
Nagle, do pokoju weszła Camille. Myślałem, że już dawno spała, ale najwyraźniej nie. Zrobiło mi się głupio, że nie zaprosiłem jej do rozmowy.
- Chodźcie - powiedziała. - Powinniście coś zobaczyć.
Poczułem wdzięczność do Camille. Bądź co bądź, uratowała mnie od spowiadania się przed Summer. A ja ją wykluczyłem z naszego towarzystwa, mimo że, to mogła być jedyna szansa, żeby się przed nami otworzyła.
Zaprowadziła nas do jakiegoś pokoju gościnnego w domu Sinnisa. Umeblowany był, jak wszystko tutaj: w surowym stylu, z dużą ilością skór i z wielką głową dzika na ścianie. Byłem ciekaw, czy Zginacz Sosen najpierw katapultował tego dzika, a później obciął jego głowę.
Camille wskazała na duże drewniane biurko. Leżały tam trzy kartki. Przyjrzałem się im dokładnie i zobaczyłem, że są tam nasze zdjęcia! Wziąłem do ręki kartkę z napisem "Daniel Watson, syn Apollina" i przeczytałem:
Daniel Watson, syn Apollina (lat 15)
Poszukiwany pilnie! Przyprowadzić do Nyks - żywego lub martwego! Nagroda: poważanie wśród potworów, powrót Pierwszego Pana Nieba!
Wiek: 15 lat
Broń : łuk, sztylet z niebiańskiego spiżu
Śmiertelny rodzic: Agnes Watson (nie żyje)...
Upuściłem kartkę na ziemię. Nie mogłem uwierzyć, że wysłali za nami listy gończe. To wszystko była robota Nyks!
- Ciekawe - powiedziała Summer. - Kim jest Pierwszy Pan Nieba?
- Nie wiem - odparła Camille. - Co o tym sądzicie?
- Ktoś nas skatalogował i rozesłał to, do wszystkich potworów w okolicy - podsumowałem. - Może to nam trochę utrudnić misję.
- Łagodnie rzecz ujmując - parsknęła Summer. - Dobrze, że nam to pokazałaś Camille.
Znowu zastąpiła mnie w roli przywódcy. To ja powinienem pochwalić Camille.
- Dobranoc wszystkim - powiedziałem cicho i poszedłem do łazienki Sinnisa się umyć. Potem położyłem się w jednej z jego gościnnych sypialni.
Zasnąłem bardzo szybko. Nawet nie miałem zbytnio koszmarów, oprócz jednego...
Znów wylądowałem na kamiennej posadzce. Wokół mnie panowały egipskie ciemności. Wstałem i zacząłem macać powietrze w nadziei na jakąś wielką lampę czy coś. Nic takiego nie znalazłem.
- O proszę, nasz herosek nie lubi błądzić po omacku - przede mną pojawiła się upiornie blada kobieta. Długie czarne włosy falowały wokół i zdawały się otaczać całe pomieszczenie, o ile w ogóle byliśmy w pomieszczeniu. Czarna suknia sięgająca jej do stóp dodawała jej mrocznego uroku. Jednak najbardziej przerażały mnie jej oczy: czarne i puste, jak u trupa. - To może nie powinien pakować się na tę wyprawę. Przecież jego przyjaciółka poradzi sobie sama.
Z ciemności wyłoniła się Summer. Uśmiechała się pewnie.- Właśnie Daniel - powiedziała. - Czemu po prostu nie dasz mi dokończyć tej misji? To jasne, że sam nie miałbyś pojęcia nawet, gdzie nas szukać.
Nas, powiedziała nas. Zwróciłem uwagę na jej oczy. Nie były szare, lecz kompletnie czarne. Jak noc.
- Ty nie jesteś Summer! - krzyknąłem. - Nyks cię stworzyła.
Sobowtór mojej przyjaciółki rozwiał się w ciemności.
- Brawo, brawo - powiedziała Nyks. - Domyśliłeś się nawet kim jestem. Czy to też Summer?
Zignorowałem to pytanie.
- Wiesz co, skoro tak dobrze wam idzie, wyślę do was moje dzieci na spotkanie - zaproponowała.
- Nie, nie musisz - zaprzeczyłem. - Oszczędź sobie zachodu.
Roześmiała się.
- Zabawny jesteś - powiedziała. - Oczywiście, że muszę. Lepiej się dobrze przygotujcie.
Wszystko wokół mnie zawirowało i przez resztę nocy znowu śniłem sny o puchatych różowych króliczkach skaczących po łące.
Tym bardziej zdziwiło mnie, gdy jeden z króliczków, ten z marchewką w ustach, powiedział głośno:
- Danielu Watsonie, obudź się natychmiast!
Otworzyłem oczy. Przede mną, w obrazie z iryfonu zobaczyłem Annabeth. Iryfon to, jakby telefon półbogów. Podchodzi się do płynącej wody, wrzuca w nią złotą drachmę i prosi Iris, boginię tęczy, by ta dała ci z kimś porozmawiać. Super sprawa nawiasem mówiąc.
A wracając do Annabeth, to wyglądała na bardzo wkurzoną. Jej blond włosy były w nieładzie, a w szarych oczach błyszczał dziwny ogień. Podskoczyłem w łóżku, gdy ją zobaczyłem.- Danielu Watsonie - powiedziała. - Czy jest z tobą moja córka Summer?
Melduję, że przeczytałam! Miło jest znaleźć fajnego bloga o herosach, który wciąż funkcjonuje. I historia ciekawa i bohaterowie. Jakoś niespecjalnie przepadam za następnym pokoleniem, bo jestem bardzo przywiązana do dawnych bohaterów, ale tutaj mi to nie przeszkadza. Spodziewałam się, że przeciwnikiem będize Nyks, choć nie potrafię jej wyobrazić sobie jako złej. Dla mnie jest po prostu samotna - siedzi w tym Tartarze całkiem sama z wyjątkiem niezbyt inteligentnych potworów. Jej dzieci - Tanatos i Hypnos (dlaczego ich tak bardzo lubię?) rzadko ja odwiedzają. Taki trochę tragiczny jej obraz mam w wyobraźni. Ale to jest twoja wyobraźnia i twoje opowiadanie. I mam pytanie: Nyks jest związana z podziemiami, więc - będzie Nico? Kocham faceta, chociaż jeszcze się nie spotkałam z nim w wieku około 40 lat.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę morza weny i mnóstwa wolnego czasu, aby dalej tworzyć.
Mentrix
P.S. Poinformujesz mnie o następnym rozdziale? I jeśli lubisz mitologię (nie tylko grecką i rzymską), to zapraszam także na mojego drugiego bloga - boski-konflikt.blogspot.com. Na razie jeszcze nie ma bogów greckich, ale w najbliższym czasie się pojawią. To jakbyś miała ochotę ;)
Dziękuję za wszystkie miłe słowa! Serio, nie masz pojęcia, jak się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że napisałaś komentarz! Cieszę się też, że moja wersja następnego pokolenia Ci się spodobała. (Piszę to wszystko, skacząc z radości :D.)
UsuńNyks, faktycznie łatwo to ona nie miała. Jednak po tym, co zrobili jej Percy i Annabeth (po prostu uwielbiam tę scenę, kiedy oni mówią, że są na "wycieczce po Tartarze"), mogła pragnąć zemsty. A może, to nie do końca ona za tym wszystkim stoi? Dobra, nie zdradzam za dużo.
Co do Nica, to nie zamierzałam początkowo wprowadzać go do mojego opowiadania z prostego powodu. Mianowicie, boję się, że nie zdołam zachować jego unikalnego charakteru, że po prostu popsuję tę całkiem fajną postać Ricka Riordana. Ale może zdołam go jakoś wpleść w fabułę, poczekamy zobaczymy.
Zrobię co w mojej mocy, żeby cię powiadomić o kolejnym rozdziale, jednak nic nie obiecuję, ponieważ blogger się buntuje. Ale postaram się to naprawić.
Chętnie poczytam twojego drugiego bloga w wolnej chwili, jeśli taką znajdę. "Nie tylko grecką i rzymską"? Brzmi ciekawie, ponieważ ubóstwiam każdy rodzaj mitologii. Może będzie coś z egipskiej albo nordyckiej? Na pewno zajrzę.
Też pozdrawiam,
Evanlyn013
Ja też uwielbiam komentarze i zawsze skaczę z radości. Ten moment, gdy widzisz, że komuś chciało się twoje opowiadanie nie tylko przeczytać, ale też skomentować... Cudowna chwila.
UsuńCzyli istnieje możliwość, że to nie Nyks? Fakt, w końcu to bogowie. Jakby nic się nie komplikowało, to byłoby dziwnie. Korci cię, aby coś zdradzić, prawda? Mam tak samo. A później jest takie coś: Co? Skąd ona to wie? Przecież to była tajemnica! Ach tak, przecież sama w jednym komentarzu to zasugerowałam...
Nico jest jedyny w swoim rodzaju! Moja ulubiona postać. Wielka szkoda, że Rick zdecydował się na taka orientację, bo w głowie miałam już idealną partnerkę dla niego :D No ale trudno. Nico to Nico, mój młodszy braciszek i nic tego nie zmieni. Zawsze, gdy czytałam, że ktoś coś mu zrobił, miałam ochotę osobiście pojawić się w książce i zabić go. I nic na siłę. Jeśli tutaj nie pasuje, to go nie wprowadzaj. Urok Nica polega też na tym, że po prostu jest tam, gdzie pasuje, a nie wepchnięty na siłę.
Blogger jest straszny. Ale lepszy niż onet i wattpad. A po tej ostatniej zmianie... Błagam, nie dało się już bardziej ukryć aktualizacji na obserwowanych blogach. Teraz już niczego nie obserwuję, bo to bez sensu - i tak nie pamiętam o tym, żeby za każdym razem wejść w odpowiednia zakładkę. Już bardziej utrudnić tego nie mogli.
Każda mitologia jest dobra. Jedyna w swoim rodzaju, bogowie są czasem dziwni, ale co poradzisz? Egipską i nordycką ubóstwiam :D Z tej pierwszej najbardziej Anubisa (mam słabość do postaci, które wydają się być samotne), a z drugiej Lokiego (kocham, ale zawsze uważałam, że to ten zły. Irytuje mnie, jak niektórzy kreują go na zagubionego i niechcianego przez nikogo. Loki to kawał zimnego drania, który uwielbia innymi manipulować i jest sam na własne życzenie - wtedy łatwiej knuć :D). Wolno piszę to opowiadanie, ale jest już mitologia celtycka, nordycka, i egipska. Będzie oczywiście grecko-rzymska i jeszcze japońska, babilońska. Może też bogowie z Atlantydy (zawsze wyobrażałam sobie ten ląd z oddzielnym panteonem). A potem chcę zrobić taki przeskok w czasie i wpleść obóz herosów. Dość duży projekt, którego nie skończę chyba do końca życia :D
No i popatrz - rozpisałam się, ponarzekałam i trochę zaspojlerowałam. A miałam tego nie robić :(