Rozdział 9

Nowy Jork jest niezwykle żywym miastem. Mnóstwo ludzi biega po ulicach, ganiając za swoimi sprawami. Udają się do pracy, do szkoły, do kina czy na zakupy. Wszędzie wokół świecą kolorowe bilbordy, zachęcające do zakupienia jakiś produktów. A z góry, na cały Manhattan spogląda, niczym cesarz, olbrzymi budynek Empire State Building, siedziba greckich bogów. Idealnie dobrali lokalizację - 381 metrów wysokości, 443,5 z anteną, 103 piętra, w tym jedno podziemne.
Te wszystkie fakty automatycznie pojawiały się w głowie Annabeth Jackson, gdy patrzyła na majestatyczny budynek. Od dziecka interesowała się architekturą, więc przeczytała wszystkie możliwe ciekawostki na temat zabudowy Nowego Jorku. Teraz, gdy pracowała jako architekt też jej się przydawały. Na przykład ostatnio, gdy musiała zaprojektować...
"Cicho Annabeth", zganiła samą siebie w myślach. "Teraz skupiamy się na Summer".
Od samego rana biegała po ulicach Nowego Jorku, rozdając ulotki i pytając każdą możliwą osobę, czy nie widziała jej zaginionej córki. Nikt nie widział, nikt nie słyszał. Przepadła jak kamień w wodę.
Sally Jackson, mama Percy'ego, próbowała pocieszać córkę Ateny, mówiąc, że ona i jej mąż Paul też będą szukać ze wszystkich sił. Annabeth podziękowała za ich pomoc, ale podskórnie czuła, że to i tak nie pomoże. Że Summer w ogóle nie ma w Nowym Jorku.
 - Co się tak zamyśliłaś? - spytał Percy. - Żelka na lepszy humor?
Zachęcająco podał jej papierową torebkę, w której znajdowały się niebieskie żelki o kształtach delfinów. Nie miała pojęcia, skąd u jej męża ta pasja, do kupowania niebieskich słodyczy, ale jego mama miała to samo. "Może to rodzinne", pomyślała.
 - Nie, dzięki - parsknęła. - Masz coś na temat Summer?
 - Niestety - wzruszył ramionami Percy. - Nie martw się Ann, ona na pewno sobie poradzi. Jeśli Daniel nie chce jej wypuścić, to znaczy, że dopasowała się do drużyny. To chyba dobrze.
Wrzucił do ust jeszcze jednego żelka.
Annabeth pokręciła z politowaniem głową. Czasami naprawdę myślała, że jej mąż ma w głowie wodorosty zamiast mózgu.
 - Percy, ona na pewno jest w niebezpieczeństwie i musimy ją znaleźć, zanim zrobi sobie krzywdę. Zastanawiam się, czy moglibyśmy ją jakoś wyśledzić... Może udałoby się namówić Iris, żeby użyczyła nam iryfonu i...
 - Patrz - przerwał jej Percy, wskazując na wystawę jednego ze sklepów RTV. Stały tam rzędem ustawione telewizory, wyświetlające różne programy. Na jednym z nich leciał akurat jakiś serwis informacyjny i ubrana w obcisłą czerwoną sukienkę prezenterka prezentowała zdjęcia, na których była Summer!
 - "Troje nastolatków zaatakowało bezbronną staruszkę w pociągu" - przeczytała podpis. - "Obecnie są poszukiwani przez policję za zabójstwo".
 - To Summer, Daniel i Camille - powiedział cicho Percy. - Walczą z Meduzą.
Annabeth zbladła. Spotkanie z potworem już pierwszego dnia misji z pewnością nie wróżyło dobrze. Nawet teraz jej córka mogła umierać od jadu jakiegoś potwora! Było tysiąc sposobów, w jaki mogła ponieść śmierć.
 - O, to wasze dziecko? Naprawdę musieliście popełnić jakiś błąd wychowawczy, jeśli zostało młodocianym kryminalistą - usłyszeli głos.
Za nimi stała wysoka kobieta o wysportowanej sylwetce. Jej krótkie czerwone włosy rozwiewane przez wiatr przypominały żywy ogień. Równie niepokojąco wyglądały jej oczy - czarne jak noc o lekko azjatyckich rysach. Kobieta była ubrana w czarną kurtkę, czerwony T-shirt z nadrukiem "I lie", czarne spodnie z licznymi rozdarciami i martensy tego samego koloru.
 - Proszę, proszę - powiedziała. - Dwoje Jacksonów podanych na złotej tacy.
 - Niekoniecznie. - Percy wyciągnął długopis Orkan z kieszeni. Jeden ruch i stał by się długą klingą z niebiańskiego spiżu.  - A ty kto?
 - Myślę, że ona wie - kobieta spojrzała na Annabeth i zrobiła balon z gumy do żucia. - A jeśli nie to podpowiem. Jestem dość znana z powodu pewnego incydentu z jabłkiem.
 - Ewa? - spytał Percy. Annabeth pacnęła się ręką w czoło. On chyba naprawdę ma glony zamiast mózgu, pomyślała.
 - Eris, bogini niezgody - powiedziała z zaciśniętymi zębami. - Odejdź.
Bogini zignorowała ją , dalej patrząc na Percy'ego ze skonsternowaną miną.
 - Ciekawy pogląd - rzuciła. - Mówiłam ci, że twoja żona wie. A wracając do jabłka, zabawne, jak wielką aferę wywołało. Porwanie Heleny, wojna trojańska...To był dobry czas dla chaosu - rozmarzyła się. - A gdybym to powtórzyła? Mogłabym rzucić owoc pomiędzy Wielką Siódemkę z napisem "Dla najdzielniejszego herosa".  Jason Grace na pewno pokłócił by się z tobą Percy, Piper stanęła by za nim murem, Leoś Valdez uważałby, że jabłko należy się jemu, z czym nie zgadzałby się Frank Zhang. Może wybuchłaby z tego jakaś wojna, och, już widzę te bitwy ,Grecy kontra Rzymianie, wszystko w takim cudownym chaosie. I jeszcze...
Annabeth przyłożyła jej sztylet do gardła.
 - Nie waż się.
Eris rozpłynęła się w chmurze czerwonej mgły i pojawiła się za plecami kobiety.
 - Nieładnie Annabeth - skarciła ją. - Wizjonerów się nie krytykuje. Gdybyś wiedziała, co o twoim nowym projekcie mówił Percy za twoimi plecami...
Percy zakrył usta dłonią i próbował wzrokiem zakląć Eris, by zrobiła to samo.
 - Co? - Annabeth zmarszczyła czoło,a oczy za srebrnymi okularami nabrały dziwnego wyrazu.
Syn Posejdona wziął ją za rękę:
 - Po co tu przyszłaś Eris? - zmienił temat. Córka Ateny zapisała sobie w pamięci, by później porozmawiać z nim o jej nowym projekcie.
 - Ach Percy - bogini się skrzywiła. - Nie bądź taki sztywny. Nie lubię przechodzić od razu do sedna. Najpierw wolę pomącić, sprawić, byście się bali.
 - Eris. Orkan. Orkanie, poznaj Eris. Przedstawiam was sobie, bo zaraz poznacie się bliżej - zagroził Percy.
Bogini ponownie zniknęła i pojawiła się za Percy'm, zabierając mu Orkan z ręki.
 - Nigdy nie groź bogini. Mogę sprawić, że twój własny miecz przebije twoje serce. Rozsądniej by było, gdybyś zachował szacunek - powiedziała mrocznym głosem, po czym zerknęła na zegarek. Percy założyłby się, że wcześniej go tam nie było, ale Orkan dalej znajdował się niebezpiecznie blisko jego tętnicy szyjnej, więc bał się odezwać.
 - Macie szczęście, że dzisiaj się spieszę, to tylko przedstawię wam mój układ.
Zamigotała na chwilę, by zmienić strój na szary żakiet i spódnicę w paski typowej bizneswoman. Orkan upadł z brzękiem na chodnik i Percy odsunął się na bezpieczną odległość. Ręką, którą nie trzymała teczki, poprawiła markowe okulary i powiedziała:
 - Proponuję wam pewną umowę...
 - Nie będziemy się z tobą umawiać! - warknęła Annabeth.
 - A jeśli pokażę wam to? - spytała bogini, otwierając teczkę. Było tam zdjęcie Summer. Szatynka miała głębokie rozcięcie na czole, z którego obficie kapała krew i błędny wzrok. Spadał na nią cień czegoś ogromnego. - Macie szansę ją odzyskać.
Annabeth westchnęła, a jej oczy nabrały dziwnego wyrazu, jakiego jeszcze Percy o niej nie widział.
 - Skąd to masz? - spytał Percy.
 - Mam swoje źródła. Tak więc, wiem gdzie ona jest i dokąd zmierza. Wiem też, że ma kłopoty - Eris nie sprawiała wrażenia szczególnie zmartwionej, raczej bawiły ją reakcje Percy'ego i Annabeth.
 - Gdzie jest haczyk? - spytała Annabeth.
 - Ojojoj! Czemu od razu haczyk? Czemu nie mogłabym wam pomóc bezinteresownie? - oburzyła się Eris. - Ale masz rację, jest haczyk. Ja dam wam córkę, wy dacie mi to, czego chcę.
 - A czego chcesz? - wyrwało się córce Ateny.
 - Elpis, Elpidy, Nadziei - jak kto woli. Rzecz w tym, że ma ją Nyks i zamierza ją zabić.
 - Zabić boga? - spytał Percy, ale został zignorowany.
 - Czyli mamy znaleźć Nyks, wykraść jej Elpis, a ty powiesz nam, gdzie jest Summer, tak? - podsumowała Annabeth.
 - Mniej więcej - potwierdziła Eris z chytrym uśmiechem.
 - Okej , zgadzamy się - podjęła decyzję Annabeth.
 - Przysięgniecie na Styks?
 - Ann...nie...- zaprotestował Percy, ale było za późno.
 - Przysięgam na Styks, w imieniu moim i Percy'ego, że doprowadzimy do ciebie Elpis. Ale ty też przysięgnij.
 - Przysięgam na Styks, że dostaniecie córkę - bogini przesunęła paznokciem po ramieniu i tam pojawił się błyszczący znak X. - Macie mapę - rzuciła im ją. - Idźcie do miasta Churchill w Kanadzie. Tam jest przejście do Tartaru, do Dworu Nocy. I tam spotkacie się z Summer. Albo po drodze. Bye, bye, ludziki!
Rozpłynęła się w powietrzu, a Annabeth wzięła mapę do ręki i zaczęła ją odczytywać.
 - Annabeth - westchnął Percy. -  W co ty nas właśnie wpakowałaś?


Śmiech mężczyzny odbijał się echem od ścian olbrzymiej sali. Ozdobne ściany bez żadnych okien i obrazów świetnie odbijały fale dźwiękowe i przez to śmiech lokatora brzmiał jeszcze upiorniej.
Mężczyzna machnął ręką i rozwiał obraz iryfonu. Rozejrzał się po wielkim pomieszczeniu. Było tam stosunkowo niewiele mebli - kamienny tron, para krzeseł, stół i łóżko. Ściany pokryte były gwiazdozbiorami. Nie było drzwi ani okien. Podszedł do ściany i dotknął jej gołą dłonią. Nacisnął mocniej, próbując się przez  nią przebić, ale nie udało mu się. Mimo piękna, ta komnata była jego więzieniem.
Ale już niedługo. Trzeba trochę cierpliwości i wyrwie się stąd raz na zawsze. Świat zapłaci za jego cierpienie. Zemsta była już blisko. Sycił się tym słowem przez jakiś czas. Wszyscy potomkowie jego zdradzieckiego syna padną przed nim na kolana, a on nie okaże im litości. Będzie po kolei zabijał każdego, rozkoszując się smakiem zemsty i wolności.
Był gotowy. Przez lata szykował się do opuszczenia swojego więzienia. A teraz, nadarzyła się okazja. Znalazł tych, którzy dadzą mu wolność.
 - Jackson - powiedział, a jego głos odbił się upiornym echem po komnacie.


I rozdział 9 za nami.:) Wiem, że długo zwlekałam z dodaniem go, ale mam dużo pracy w związku ze szkołą. Postaram się, mimo to, publikować rozdziały jak najczęściej.
Dzisiaj znowu coś nowego - rozdział z narratorem 3.-osobowym. Lubię eksperymentować.;)
Proszę o wyrażanie swojej opinii w komentarzach,
Pozdrawiam,
Evanlyn013




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 12

Rozdział 8 cz.II

Rozdział 10