"Midnight", czyli noworoczny dodatek specjalny
Witajcie ponownie,
Miriam obudziły leniwe promienie słońca ledwo przebijające się przez otwory w suficie ich kryjówki. Natychmiast wstała i podeszła do łóżka brata.
Teraz najtrudniejsza część - musiała znaleźć główną antenę, z której będzie mogła nadać sygnał. Dla dodania sobie odwagi, przypomniała sobie po co to robi. Dla siebie i dla Cole'a. Żeby mieli szansę na lepsze życie.
Nasunęła kaptur głębiej na twarz i prześlizgnęła się do pierwszego baraku. Wyjęła holokron i wyświetliła na nim plan koszar. Główne anteny znajdowały się mniej więcej pośrodku, niedaleko magazynu z bronią. Powinna dać radę tam dotrzeć.
- Kim jesteś i co tu robisz? - spytał sztywny głos szturmowca. Miriam spanikowała. Zaczęła się szarpać i kopać, ale w zamian otrzymała tylko mocne uderzenie w brzuch. Upadła.
Do tamtego szturmowca podszedł drugi. Dziewczynka czuła, że pod białymi maskami, ich oczy przewiercają ją na wskroś.
- To tylko dziecko, pewnie chciała coś ukraść - powiedział pierwszy szturmowiec.
- Ma nadajnik. Chciała wysłać jakąś wiadomość. Co to jest? - skierował do niej pytanie drugi.
Miriam nie odpowiedziała.
- Jak ja cię pytam, masz odpowiadać! - wrzasnął drugi szturmowiec i brutalnie zerwał jej chustę z twarzy. Dziewczynka poczuła, że płoną jej policzki.
- Gadaj! - szarpnął ją za kołnierzyk koszuli i przyciągnął bliżej do siebie.
- Zgubiłam się - skłamała Miriam.
- Dobrze, a teraz gadaj prawdę! Bo inaczej wezwę szefa!
Dziewczynka nie wiedziała, kim jest szef, ale domyśliła się, że nie jest nikim dobrym. Nikt z Pierwszego Porządku nie jest dobry. Dlatego musiała wyciągnąć stąd Cole'a!
- Chciałam wysłać wiadomość - przyznała.
- Do kogo?
- Do...rodziców - odpowiedziała po chwili gadania.
- To rebeliantka! Zaprowadźmy ją do szefa - rozkazał.
- Ja chyba znam tę rebeliantkę - zmrużył oczy.
- Nie jestem rebeliantką - pisnęła Miriam.
Agent wyjął z kieszeni jakieś urządzenie i klikał w nie przez chwilę.
- Nigdy - powiedziała z mocą.
- Skoro tak, to zrobimy to siłą. Zakuć ją - wydał rozkaz. Miriam poczuła zimne żelazo na swoich nadgarstkach.
Nagle szturmowiec stojący przed nią osunął się na ziemię.
- Stop! - usłyszała krzyk i zobaczyła Cole'a stojące kilkanaście metrów dalej. Miał w ręku procę.
- Bierz chłopaka - warknął Callus do drugiego szturmowca.
Miriam wykorzystała jego nieuwagę, by kopnąć go mocno w kolano. Puścił ją. Strząsnęła z dłoni kajdanki i pognała ku Cole'owi. Nie wierzyła w to, co się dzieje.
Cole popchnął najbliższy kontener na szturmowca z siła, o jaką Miriam nigdy go nie podejrzewała. Chwilę później dopadła do brata.
- Cole - wydyszała. - Co tu robisz?
- Znalazłem liścik, a potem...sam nie wiem. Jakby coś poprowadziło mnie do ciebie. Jakaś moc, albo coś - wyjaśnił z rumieńcami podniecenia na twarzy.
- Choć, zmywamy się.
- A rebelianci? Miałaś do nich wysłać wiadomość - powiedział Cole.
Miriam zerknęła w stronę stacji nadawczej, gdzie Callus właśnie coś nadawał. Najpewniej wzywał większe siły.
- Musimy nadać tę wiadomość Miriam - nalegał Cole. - Oni dadzą nam nowy dom. A poza tym nie udawaj, że nie chciałabyś skopać Callusowi tyłka - dokończył z łobuzerskim uśmiechem.
- Cole! - zganiła go Miriam. - Dobra, chodźmy tam, nie mamy wiele czasu. Okrążymy stację, żeby zgubić pogoń, a później wrócimy tutaj i nadamy wiadomość.
Minęli kolejne niskie budynki, kiedy Cole szepnął;
- Patrz, zostało ich tam tylko trzech. Odwrócę ich uwagę, a ty wyślesz wiadomość - zaproponował, wskazując na plac ze stacją nadawczą.
- Nie, to zbyt ryzykowne - zaprzeczyła Miriam.
- Masz inny pomysł? - spytał jej brat, z napięciem w głosie. - Jeśli nie, to daj mi się tym zająć.
Wyjął z kieszeni nabój do procy i rzucił nim w stronę szturmowców. Zauważyli go.
- Hej, ty tam! Stój! - rozkazał jeden z nich. Miał czerwoną plamę na nieskazitelnie białym mundurze. Dziewczynka wolała nie wiedzieć, skąd ona pochodzi.
- Ojoj! - wykrzyknął Cole, z udawanym strachem w głosie. - Macie mnie.
Uniósł ręce do góry.
"Co z nim - zwariował?", pomyślała Miriam, skradając się, by dojść do nadajnika od drugiej strony. Przecież szturmowcy nie są aż tak głupi, by uwierzyć, że się poddał!
- Heheheh - zaśmiał się ten z plamą. - Mamy go chłopaki.
Jednak zaraz zauważyła coś gorszego - drugi szturmowiec, ten z plamą na zbroi, zakradał się do chłopca od tyłu z paralizatorem w dłoni.
Cole podbiegł do Miriam i przytulił ją. Dziewczynka poczuła jak powoli adrenalina odpuszcza i zastępuje ją potworne zmęczenie. Nie miała pojęcia, co właśnie zrobiła i jak jej się to udało.
- Chodź Cole, pójdziemy do domu i poczekamy na pomoc - szepnęła.
Następnego ranka Cole'a obudziło stukanie do drzwi. Miał cichą nadzieję, że tylko mu się przyśniło i nie będzie musiał wychodzić spod ciepłego koca, ale niestety się powtórzyło.
Jego rozmyślania przerwał głos Miriam.
- Cole? Podejdź tu.
z góry przepraszam, że od chyba ponad miesiąca nie ma nowego rozdziału, ale obiecuję, że od Nowego Roku wezmę się w garść i będę wstawiała rozdziały min. raz w miesiącu (to jedno z moich postanowień).
Prezentuję efekt mojej dwutygodniowej pracy, czyli opowiadanie w uniwersum Star Wars. Gdy obejrzałam najnowszą część "The Last Jedi", poczułam napływ weny i musiałam ją jakoś wyładować. Nawiasem mówiąc "Ostatni Jedi" to naprawdę świetny film, na którym śmiałam się, płakałam i kopałam fotel z gniewu. Tak więc polecam. Akcja dzieje się w czasach Najwyższego Porządku, w zamyśle po najnowszym filmie, ale nie ma jakiś wielkich spoilerów.
Mam mieszane uczucia, co do tego opowiadania. Pierwszy raz pisałam coś tak długiego i poważnego, więc proszę o wyrażenie swojej opinii w komentarzach. Byłoby bardzo miło.
W Nowym Roku życzę Wam: zdrowia, szczęścia, spełnienia wszystkich marzeń i postanowień, dużo czasu dla siebie, z dobrą książką, filmem czy serialem, dobrych ocen, mało wymagających nauczycieli, przygód i wspaniałych ludzi wokół siebie! Dużo pozytywnej energii!
Midnight
Miriam obudziły leniwe promienie słońca ledwo przebijające się przez otwory w suficie ich kryjówki. Natychmiast wstała i podeszła do łóżka brata.
Cole spał jeszcze twardo, co zresztą nie było zaskoczeniem, bo ciężko było wygonić chłopca z łózka o tak rannej porze. Między innymi dlatego Miriam nie zabierała go ze sobą. Długo niestrzyżone czarne włosy opadały mu na kark. Dziewczynka odgarnęła je mimowolnie z twarzy brata. Miał identyczny wyraz twarzy, gdy obudziła go tej pamiętnej nocy pięć lat temu, gdy opuścili dom. Zresztą jak nazwać tę piękną rezydencje domem! Miriam czuła się o wiele bezpieczniej w tym opuszczonym schronie, niż w luksusowej willi jej rodziców. Dlatego między innymi zgodziła się uciec z nianią.
Odwróciła się od brata, ponieważ nie chciała uciekać we wspomnienia. Zamiast tego zajęła się pakowaniem swoich rzeczy. Do płóciennej torby włożyła kilka miedziaków, nadajnik, z którego miała zamiar nadać sygnał, holokron, procę oraz latarkę. Po chwili zastanowienia nasunęła też na szyję łańcuszek z feniksem Sojuszu Rebeliantów na końcu. Była to jej jedyna pamiątka po niani. Kobieta, umierając, wsunęła jej ten wisiorek w rękę i powiedziała: "Chroń siebie i brata. I nie pozwól Rebelii zginąć. Nie pozwól, by moja ofiara poszła na marne.". Te słowa opiekunki wryły się głęboko w pamięć dziewczynki.
Zasłoniła twarz chustą, położyła koło łóżka Cole'a przygotowany wcześniej liścik i wyszła w mroźną noc. Przekradała się między zakurzonymi uliczkami miasta. Gdy tylko widziała lub słyszała szturmowców, chowała się za jakimś kontenerem czy w ścieku. Znała wiele sekretnych przejść, dzięki którym mogła umykać przedstawicielom Najwyższego Porządku przez te wszystkie lata.
Wreszcie dotarła pod bramę do koszar. Zarzuciła linę i wspięła się na wysoki betonowy mur, poczekała aż minie ją sonda i ześlizgnęła się po drugiej stronie.Teraz najtrudniejsza część - musiała znaleźć główną antenę, z której będzie mogła nadać sygnał. Dla dodania sobie odwagi, przypomniała sobie po co to robi. Dla siebie i dla Cole'a. Żeby mieli szansę na lepsze życie.
Nasunęła kaptur głębiej na twarz i prześlizgnęła się do pierwszego baraku. Wyjęła holokron i wyświetliła na nim plan koszar. Główne anteny znajdowały się mniej więcej pośrodku, niedaleko magazynu z bronią. Powinna dać radę tam dotrzeć.
Podczas drogi wypatrywała sond, szturmowców czy jakichkolwiek innych pracowników Najwyższego Porządku. Jednak nic nie zauważyła. Całe koszary trwały w upiornej ciszy, nigdzie nie było żywego ducha. Gdyby nie była tak zdenerwowana, pewnie uznałaby to za podejrzane, ale nerwy miała tak napięte, że sama nie wiedziała, co robi.
Gdy zobaczyła przed sobą plac, na którym mieścił się magazyn broni i stacja nadawcza, miała ochotę skakać z radości. Patrolowało go tylko dwóch żołnierzy, którzy w dodatku wyglądali na zaspanych! Z łatwością się między nimi przemknie.
Zaczekała aż jeden z nich odejdzie i pobiegła ku stacji. Właśnie wyjęła nadajnik i miała zacząć się kodować, gdy ktoś złapał ją z całej siły za ramię.- Kim jesteś i co tu robisz? - spytał sztywny głos szturmowca. Miriam spanikowała. Zaczęła się szarpać i kopać, ale w zamian otrzymała tylko mocne uderzenie w brzuch. Upadła.
Do tamtego szturmowca podszedł drugi. Dziewczynka czuła, że pod białymi maskami, ich oczy przewiercają ją na wskroś.
- To tylko dziecko, pewnie chciała coś ukraść - powiedział pierwszy szturmowiec.
- Ma nadajnik. Chciała wysłać jakąś wiadomość. Co to jest? - skierował do niej pytanie drugi.
Miriam nie odpowiedziała.
- Jak ja cię pytam, masz odpowiadać! - wrzasnął drugi szturmowiec i brutalnie zerwał jej chustę z twarzy. Dziewczynka poczuła, że płoną jej policzki.
- Gadaj! - szarpnął ją za kołnierzyk koszuli i przyciągnął bliżej do siebie.
- Zgubiłam się - skłamała Miriam.
- Dobrze, a teraz gadaj prawdę! Bo inaczej wezwę szefa!
Dziewczynka nie wiedziała, kim jest szef, ale domyśliła się, że nie jest nikim dobrym. Nikt z Pierwszego Porządku nie jest dobry. Dlatego musiała wyciągnąć stąd Cole'a!
- Chciałam wysłać wiadomość - przyznała.
- Do kogo?
- Do...rodziców - odpowiedziała po chwili gadania.
- FO2457 wezwij szefa - rozkazał drugi szturmowiec pierwszemu. Miriam nigdy nie podobały się te numery. Jakby można było żywemu człowiekowi nadać numer, jakby był przedmiotem! Chociaż szturmowcy nie byli ludźmi. Byli marionetkami w rękach władz Najwyższego Porządku.
Pierwszy szturmowiec oddalił się i przyłożył dłoń do maski, używając komunikatora. Dziewczynka podjęła jeszcze jeden heroiczny wysiłek, by wydostać się z rąk szturmowca, który ją trzymał. Kopnęła go z całej siły w kolano, co spowodowało, że na chwilę rozluźnił uścisk i Miriam miała szansę na ucieczkę. Zaraz jednak poczuła działo blastera z tyłu głowy. Pierwszy szturmowiec wrócił.
- Co tam masz? - warknął drugi, zabierając jej wisior ze znakiem Rebelii, który na chwilę wysunął się spod koszuli.- To rebeliantka! Zaprowadźmy ją do szefa - rozkazał.
- Już jestem - rozległ się zimny głos. Należał do człowieka ubranego w mundur i hełm na głowie, który jednak odkrywał twarz. Miriam od razu rozpoznała w nim agenta. Agenci to źli ludzie, którzy wykonywali takie funkcje jak rozbijanie partyzanckich oddziałów Rebelii czy pilnowanie porządku. A takie dzieci jak ona i Cole zagrażały porządkowi. Więc akurat ten konkretny agent, agent Callus, wziął sobie za punkt honoru, by złapać ją i brata, i doprowadzić z powrotem do rodziców.
Tropił ich ostatnie pięć lat, tak, że Miriam nie mogła spać spokojnie. Musiała co chwila przenosić siebie i brata do nowych kryjówek, a sprytny agent cały czas je znajdował. Raz nawet prawie udało mu się przeciągnąć Cole'a na swoją stronę. Callus wmówił mu, że rodzice bardzo się o nich martwią i chcą, by do niech wrócili. Miriam nie zdziwiła by się, gdyby okazało się, że to ich rodzice nasłali na nich Callusa.
Dlatego, gdy tylko zobaczyła Callusa, odruchowo się cofnęła. Przynajmniej chciała się cofnąć, ale mocny uścisk szturmowca nie pozwolił jej na to. Agent zauważył jej ruch.- Ja chyba znam tę rebeliantkę - zmrużył oczy.
- Nie jestem rebeliantką - pisnęła Miriam.
Agent wyjął z kieszeni jakieś urządzenie i klikał w nie przez chwilę.
- Aha, tak jak myślałem. Znikliście mi ostatnio z oczu, panno Miriam. Musieliście znaleźć naprawdę dobrą kryjówkę. Ale teraz, ujawniłaś się. Chciałaś pertraktować z rebeliantami, prawda? Bezsensowne działanie. Rebeliantów nie obchodzą ludzie, tacy jak ty. Ich obchodzą tylko światłe ideały, a tak naprawdę wojna, rozlew krwi. Nikt i tak nie odpowiedziałby na twój sygnał. Nieważne, co naopowiadała wam ta parszywa rebeliancka opiekunka!
Wspomnienia z tamtej nocy powróciły nagle do głowy Miriam. Widziała przerażoną twarz swojej niani, gdy upadła i łzy na maleńkiej twarzy brata. Ponownie słyszała strzały z blasterów szturmowców i krzyki Callusa. I prośbę niani, by Miriam nie pozwoliła rebelii umrzeć, by jej ofiara nie poszła na marne. Zmarszczyła czoło.
- Twoi rodzice - kontynuował agent. - Są gotowi znowu was do siebie przyjąć i porządnie wychować. Jeśli tego nie chcesz to nie, jesteś już duża, ale pomyśl o Cole'u. Pomyśl ile jemu dałby ciepły dom i kochający rodzice. Chcesz go tego pozbawić? Przyznaj się Miriam, powiedz, że chciałaś skontaktować się z rebeliantami i dlaczego. A potem przeproś. To nie jest trudne.
Słowa Callusa wdzierały się do świadomości Miriam niczym jad. Dziewczynka chciała dobrze dla siebie i dla brata. Pragnęła kochającego domu i jakiegokolwiek celu w życiu. Dlatego próbowała skontaktować się z rebeliantami. Oni mieli za co walczyć. O wolność galaktyki.
Byli o niebo lepsi od jej rodziców. Cole na pewno też by tak uważał.- Nigdy - powiedziała z mocą.
- Skoro tak, to zrobimy to siłą. Zakuć ją - wydał rozkaz. Miriam poczuła zimne żelazo na swoich nadgarstkach.
Nagle szturmowiec stojący przed nią osunął się na ziemię.
- Stop! - usłyszała krzyk i zobaczyła Cole'a stojące kilkanaście metrów dalej. Miał w ręku procę.
- Bierz chłopaka - warknął Callus do drugiego szturmowca.
Miriam wykorzystała jego nieuwagę, by kopnąć go mocno w kolano. Puścił ją. Strząsnęła z dłoni kajdanki i pognała ku Cole'owi. Nie wierzyła w to, co się dzieje.
Cole popchnął najbliższy kontener na szturmowca z siła, o jaką Miriam nigdy go nie podejrzewała. Chwilę później dopadła do brata.
- Cole - wydyszała. - Co tu robisz?
- Znalazłem liścik, a potem...sam nie wiem. Jakby coś poprowadziło mnie do ciebie. Jakaś moc, albo coś - wyjaśnił z rumieńcami podniecenia na twarzy.
- Choć, zmywamy się.
- A rebelianci? Miałaś do nich wysłać wiadomość - powiedział Cole.
Miriam zerknęła w stronę stacji nadawczej, gdzie Callus właśnie coś nadawał. Najpewniej wzywał większe siły.
- Musimy nadać tę wiadomość Miriam - nalegał Cole. - Oni dadzą nam nowy dom. A poza tym nie udawaj, że nie chciałabyś skopać Callusowi tyłka - dokończył z łobuzerskim uśmiechem.
- Cole! - zganiła go Miriam. - Dobra, chodźmy tam, nie mamy wiele czasu. Okrążymy stację, żeby zgubić pogoń, a później wrócimy tutaj i nadamy wiadomość.
- A potem? - spytał chłopiec z ufnością w oczach. Wierzył swojej siostrze, która jeszcze nigdy go nie zawiodła. Jeśli uważała, że ucieczka do rebelii będzie najlepszym wyjściem, to pewnie tak było.
- Potem pozostaje mieć nadzieję, że odpowiedzą szybko - powiedziała Miriam. "I, że w ogóle odpowiedzą", dodała w duchu, nie chcą gasić nadziei Cole'a wypowiedzeniem tych strasznych słów na głos. Nie czarowała się - szansa, że Ruch Oporu odpowie na prośbę zwykłych dzieci była naprawdę niewielka. Ale jakaś szalona cząstka jej kazała mieć nadzieję na ratunek. Zresztą jakie mieli inne opcje?
Pobiegła z Cole'em za najbliższy barak, by skryć się w jego cieniu. Już chwilę później nadbiegli szturmowcy. Cały oddział! Rozdzielili się, by szybciej ich znaleźć.Minęli kolejne niskie budynki, kiedy Cole szepnął;
- Patrz, zostało ich tam tylko trzech. Odwrócę ich uwagę, a ty wyślesz wiadomość - zaproponował, wskazując na plac ze stacją nadawczą.
- Nie, to zbyt ryzykowne - zaprzeczyła Miriam.
- Masz inny pomysł? - spytał jej brat, z napięciem w głosie. - Jeśli nie, to daj mi się tym zająć.
Wyjął z kieszeni nabój do procy i rzucił nim w stronę szturmowców. Zauważyli go.
- Hej, ty tam! Stój! - rozkazał jeden z nich. Miał czerwoną plamę na nieskazitelnie białym mundurze. Dziewczynka wolała nie wiedzieć, skąd ona pochodzi.
- Ojoj! - wykrzyknął Cole, z udawanym strachem w głosie. - Macie mnie.
Uniósł ręce do góry.
"Co z nim - zwariował?", pomyślała Miriam, skradając się, by dojść do nadajnika od drugiej strony. Przecież szturmowcy nie są aż tak głupi, by uwierzyć, że się poddał!
- Heheheh - zaśmiał się ten z plamą. - Mamy go chłopaki.
"Okej, jednak są", poprawiła się w myślach dziewczynka. Pewna, że Cole sobie poradzi skupiła się na dojściu do nadajnika. Jak na razie, całkiem nieźle udawało jej się kryć. Ostatni skrawek odsłoniętego terenu pokonała biegiem i już była przy stacji. Wyjęła nadajnik i drżącymi rękoma zaczęła wpisywać treść wiadomości. Został jej tylko podpis. Miała opory przed podpisaniem się prawdziwym imieniem, więc postanowiła przybrać fałszywą tożsamość. A tę miała już przygotowaną, bo tak miała na imię jej opiekunka z dzieciństwa. Midnight, czyli północ. Nacisnęła guzik i wysłała wiadomość. Teraz pozostało tylko mieć nadzieję.
Usłyszała nagle okrzyk Cole'a. Odwróciła się i serce jej stanęło, na widok sceny, którą ujrzała. Szturmowiec stał przed chłopcem z wyciągniętym blasterem, z którego wydobyła się już laserowa wiązka. O dziwo, jednak zatrzymała się w powietrzu. Szturmowiec wydawał się tak samo przerażony tym, jak Cole, który wystawiał przed siebie rękę. Miriam wiedziała, że to był odruch. Jej brat często próbował się tak osłonić przed niebezpieczeństwem.
W żadnym wypadku nie próbował zatrzymać pocisku. Ale fakt faktem, laserowa wiązka drgała niebezpiecznie kilka centymetrów od głowy chłopca.Jednak zaraz zauważyła coś gorszego - drugi szturmowiec, ten z plamą na zbroi, zakradał się do chłopca od tyłu z paralizatorem w dłoni.
- Cole! - próbowała krzyknąć, ale z jej zaschniętego gardła wydobył się tylko pisk. Po co w ogóle tu przychodziła? Jeśli nie potrafi ochronić brata teraz, to jak będzie w Rebelii? Tylko gorzej.
Nie, nie mogła teraz sobie pozwolić na takie myśli. To nie pomoże jej bratu. Strach zastąpiła ponura determinacja. Ona może umrzeć, jeśli tylko pozwoli to przeżyć Cole'owi. Poczuła przypływ dziwnej energii.
- Stój! - krzyknęła. Tym razem głos wydobył się z jej gardła. Szturmowiec zatrzymał się, a Cole, zauważywszy go, wpatrywał się w nią przerażony. - Odłóż broń na ziemię. Ty też - wskazała na drugiego mężczyznę. Oboje posłusznie odłożyli broń na ziemię. - Odejdziecie stąd i powiecie swojemu dowódcy, że uciekliśmy w tamtym kierunku - wskazała prawą alejkę między barakami.
- Odejdziemy stąd i powiemy naszemu dowódcy, że uciekliście w tamtym kierunku - powtórzył jej słowa szturmowiec z plamą na zbroi. Wypełnili polecenie.Cole podbiegł do Miriam i przytulił ją. Dziewczynka poczuła jak powoli adrenalina odpuszcza i zastępuje ją potworne zmęczenie. Nie miała pojęcia, co właśnie zrobiła i jak jej się to udało.
- Chodź Cole, pójdziemy do domu i poczekamy na pomoc - szepnęła.
Następnego ranka Cole'a obudziło stukanie do drzwi. Miał cichą nadzieję, że tylko mu się przyśniło i nie będzie musiał wychodzić spod ciepłego koca, ale niestety się powtórzyło.
- Ja otworzę - usłyszał głos Miriam. Uśmiechnął się do niej. Zawsze tak o niego dbała, nawet, gdy jej było ciężko. A to, co zrobiła wczoraj nadal go przerażało. Nigdy nie widział, żeby jego siostra kiedykolwiek była tak stanowcza, by mu rozkazywać, a co dopiero szturmowcom! Słudzy Najwyższego Porządku nie słuchali nikogo, prócz swoich generałów.
Gdy był mały, jego opiekunka czytała mu o legendarnych rycerzach Jedi, którzy mogli manipulować ludzkim umysłem i przenosić przedmioty siłą woli. Ale Miriam nie pasowała mu do opisu mitycznego wojownika. Zawsze była taka spokojna, kochana i czuła.
Tak samo nie mógł zrozumieć, jak zatrzymała się ta strzała z blastera szturmowca. To przecież fizycznie niemożliwe!Jego rozmyślania przerwał głos Miriam.
- Cole? Podejdź tu.
W drzwiach stała wysoka młoda kobieta o krótkich brązowych włosach. Miała na sobie charakterystyczny luźny strój mieszkanki pustynnej planety. Nie pasowała do tutejszej ludności.
- Nazywam się Rey - przedstawiła się. - A wy, jak myślę, jesteście Midnight? Przysłała mnie admirał Leia Organa. Odebraliśmy waszą wiadomość. Witajcie w Ruchu Oporu.
Jeszcze raz proszę o wyrażanie swojej opinii w komentarzach.
Pozdrawiam,
Evanlyn013
Jeszcze raz proszę o wyrażanie swojej opinii w komentarzach.
Pozdrawiam,
Evanlyn013
Komentarze
Prześlij komentarz