Rozdział 8 cz.I

Z dedykacją dla Mentrix Hadley za bardzo motywujące komentarze. Gdyby nie ona, ten rozdział jeszcze długo by się nie pojawił. :*


 - Danielu Watsonie, czy jest z tobą moja córka Summer?
Głos Annabeth Jackson ostatecznie wyrwał mnie z sennego otępienia. Odruchowo odsunąłem się od wrogiego obrazu w iryfonie. Córka Ateny wyglądała, jakby właśnie wyszła z Pól Kary w Hadesie, gdzie gnębiła niewinnych śmiertelników straszliwymi torturami.
Dopiero po chwili ta maska opadła. Zobaczyłem, że Annabeth wygląda na straszliwie zmęczoną. W jasnych włosach pojawiło się kilka siwych pasemek, a na twarzy przybyło jej zmarszczek. Domyśliłem się, co musiała przeżyć ta kobieta przez ostatnie dwanaście godzin. Wyobraziłem sobie, co by było, gdyby to mi zniknęła jedyna córka. Pewnie nie mógłbym zmrużyć oka.
 - Daniel, proszę - powiedziała łagodniejszym tonem. - My tu wszyscy odchodzimy od zmysłów.
W mojej głowie pojawił się obraz Summer, gdy mówiła, że jej rodzice są nadopiekuńczy.
 - Jest z nami - odparłem cicho, nie będąc pewnym, czy dobrze robię.
Na twarzy córki Ateny odmalowała się ulga, a zaraz potem złość.
 - Wiedziałam - syknęła. - Gdy tylko zobaczyłam Matta w Obozie wiedziałam, że ona pojechała z wami. Sprytnie to wymyśliła. Ale zdajesz sobie sprawę jakie to ryzyko? Postępowanie wbrew przepowiedni zawsze kończy się...
 - Nie - przerwałem jej.
 - Proszę pozwól sobie pomóc - poprosiła. -To bardzo ważna misja - nie możemy sobie pozwolić na porażkę. Nie zdajesz sobie sprawy, jakie to będzie miało konsekwencje...
 - Nie.
 - Daniel, wszystko będzie dobrze - zapewniła, tonem, jakim obiecuje się trzylatkowi, że mama zawsze przyjdzie po przedszkolu - Ty mówisz nam, gdzie jesteście, rano Argus przywozi wam Matta i zabiera Summer. Summer wraca do Obozu i jest bezpieczna. Okej?
 - Nie.
 - Ona NA PEWNO wam przeszkadza. Jest niedoświadczona, nie słucha poleceń...
 - Ale jest członkiem drużyny - przerwałem, bo coś we mnie pękło. Domyśliłem się, że Annabeth może non stop nawijać o wadach Summer, tylko po to, by znowu mieć ją przy sobie.
 - Słucham? - zamrugała.
 - Summer jest pełnowartościowym członkiem naszej drużyny. Jest zdolna, pomysłowa i odważna. Dzisiaj dwa razy, dwa razy... - zawahałem się, bojąc się nazwać rzeczy po imieniu. - Dwa razy uratowała mi życie - oczy Annabeth rozszerzyły się ze zdziwienia. Jakby nie mogła uwierzyć, że jej córeczka potrafi coś więcej niż tylko jeść, spać i irytować wszystkich. - A pani nie może jej wiecznie trzymać pod kloszem i święcie wierzyć, że Summer ma nadal pięć lat! Ona też zasługuje na szansę, by się wykazać, chociaż wszyscy twierdzą inaczej! I wie pani co? Sądzę, że pani chce po prostu zatrzymać Summer przy sobie i nie obchodzi pani powodzenie naszej misji!
Okej, teraz, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, sądzę, że chyba się troszeczkę zagalopowałem. Wyrzuciłem na Annabeth wszystkie moje emocje, które kotłowały się we mnie przez ostanie lata. W sumie, ona nie miała z moim życiem wcześniej nic wspólnego, więc oskarżanie jej było chyba nie fair. Ale trudno, pani Jackson pewnie też miała swoje za uszami. Ale wróćmy...
Annabeth wpatrywała się we mnie z wyrazem ciężkiego szoku na twarzy. Otworzyła i zamknęła kilka razy usta.
 - Ale, ale... - wydukała. W myślach przybiłem sobie piątkę. Rzadko zdarzało mi się doprowadzić jakiekolwiek dziecko Ateny do takiego stanu, że nie wiedziało co powiedzieć. One zawsze mają coś do powiedzenia.
 - Więc - podsumowałem. - Jako przywódca tej misji, postanawiam, że Summer zostaje z nami. I kropka.
Obraz w iryfonie zaczął się rozmazywać.
 - Do widzenia pani Jackson - powiedziałem i twarz Annabeth ostatecznie zniknęła.

                                                     
                                                         *               *               *

Byłem właśnie w drodze do łazienki, przeżywając jeszcze raz w myślach rozmowę z Annabeth, gdy z pokoju, w którym spała Summer usłyszałem dziwne dźwięki. Moja przyjaciółka w przeciwieństwie do mnie i do Camille nie brzydziła się spać bezpośrednio w sypialni Sinnisa, więc my mogliśmy zając dwa pokoje gościnne z rozkładanymi kanapami. W sumie, to dziwne, że  zwykły drwal jak Sinis miał kasę na taki wielki dom. Dwie łazienki, wielka sypialnia, dwa pokoje gościnne - byłem naprawdę ciekaw, skąd on wziął na to pieniądze.
Ale nie zastanawiałem się nad tym zbytnio, bo z sypialni Zginacza Sosen wyraźnie dobiegały ludzkie głosy. Drzwi były lekko uchylone, więc mogłem zobaczyć sylwetkę Summer, która siedziała na łóżku. Długie czarne włosy spływały jej na plecy i zakrywały całą koszulkę i sięgały aż do pasa dziewczyny.
 - ... wczoraj rozmawialiśmy i wydawał się naprawdę w porządku - tłumaczyła coś Summer. - Nawet uratował mi życie, gdy Sinnis przywiązał mnie do dwóch drzew, więc...
 - Czekaj, czekaj Summy, prry! - przerwał jej jakiś inny głos. Przysunąłem się bliżej drzwi, by zobaczyć z kim rozmawia moja przyjaciółka. Właścicielką głosu okazała się dziewczyna może o rok starsza od Summer, wychylająca się z obrazu z iryfonu. Mimo wczesnej pory miała nałożony pełny makijaż i ułożoną fryzurę, więc uznałem, że musi być córką Afrodyty, aczkolwiek nie kojarzyłem jej z Obozu Herosów. Poza tym, nie była idealnie piękna - miała duży nos. No dobra, możecie mówić, że się czepiam, ale córki bogini miłości zwykle są po prostu olśniewające, a u niej cały obraz psuł ten wielki nochal... Okej, może zbyt się tym przejąłem.
 - Summer, skarbie - powiedziała przesłodzonym tonem. - Dlaczego w ogóle to zrobiłaś?
 - W sensie co?
 - Miałaś idealne życie - naszą paczkę, dom i pełną swobodę, bo nie kazali ci iść do tego głupiego legionu... A ty co? Wyjechałaś na super niebezpieczną misję z ludźmi, których nawet nie znasz! - prychnęła.
 - Tina! - skrzywiła się Summer. - Przecież wiesz...
 - O nie, nie - pokręciła tamta głową. -  Nie próbuj się nawet usprawiedliwiać! Z tego co mówisz, to wczoraj prawie dwa razy zginęłaś! A co do tych twoich "przyjaciół" - nakreśliła palcami cudzysłów w powietrzu. - To tej dziewczyny w ogóle nie znasz, a chłopak cię oszukuje!
"Kto, ja?" , pomyślałem. Kompletnie nie wiedziałem o czym one mówią, zwłaszcza, że Summer wcale nie zaprzeczyła, na co miałem nadzieję.
 - A co jeśli oni cię zdradzą i zginiesz? - spytała dziewczyna imieniem Tina.
 - Daniel by mnie nie zdradził - odparła Summer. Zabrzmiało to nieco niepewnie.
 - Och oczywiście! Danielek zawsze cię obroni - szydziła. - Zwłaszcza, że ukrywa przed tobą mnóstwo rzeczy oprócz tego, czego się dowiedziałaś! On cię wywali z drużyny, zobaczysz!
Naprawdę nie lubiłem tej dziewczyny. Zwłaszcza, że nie rozumiałem, o czym ona mówi.
 - Nie to miałam na myśli - powiedziała moja przyjaciółka stanowczo. - On na pewno planował mi o tym powiedzieć.
Tina teatralnym gestem zakryła usta dłonią.
 - Bogowie - szepnęła. - Ty się w nim zakochałaś!
Zaczęły mnie piec policzki. Z zażenowania i ze złości.
 - Summer, pamiętaj: mężczyźni to świnie - powiedziała. - A my jesteśmy dla nich za dobre.
 - Tina, proszę przestań - Summer wyglądała, jakby była u kresu wytrzymałości.
 - Jesteś zbyt łatwowierna i to cię zniszczy słońce, zobaczysz - pastwiła się nad nią druga dziewczyna.
 - Toksyczna, nie? - usłyszałem tuż koło siebie. Podskoczyłem ze strachu, gdy zobaczyłem przed sobą Camille. Nie usłyszałem, kiedy podeszła.
 - Słucham? - zdziwiłem się.
 - Ta cała Tina, czy jak jej tam - wyjaśniła. - Toksyczna przyjaciółka.
Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem. Ostatnio robiłem to naprawdę często.
 - W sensie, że... - zawahała się na moment. - Ona cały czas gra, kłamie, udaje taką najlepszą best friend forever - parsknęła. - Ale naprawdę obchodzi ją tylko to, żeby jak najbardziej poniżyć i zranić drugą osobę. Tacy ludzie zwykle mają dużo kompleksów.
 - Na przykład nosa - podpowiedziałem.
Uniosła brew.
 - Nieważne - zbyłem ją. W sumie, pierwszy raz słyszałem, jak Camille mówi więcej niż jedno zdanie, i to tak pewnym tonem! "Może powinienem rozwinąć temat?", spytałem się w myślach. - Camille, skąd ty właściwie tyle wiesz o tym wszystkim? - spytałem.
 - Miałam różne przyjaciółki - odparła ogólnikowo. I tyle, otworzyła się na moment i zaraz zamknęła. Nie wiedziałem już co o niej myśleć. Zaczynało mnie to przerastać.
Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, ale ona zakryła mi je dłonią. Niestety spóźniła się. W otwartych drzwiach stała Summer i wpatrywała się w nas z pretensją w oczach, a za nią, z obrazu iryfonowego wbijała w nas wzrok Tina O Dużym Nosie.
 - Wiedziałam, że słyszałam jakieś głosy - powiedziała cicho córka Jacksonów.

                                     
                                                                 *              *              *

Było naprawdę niezręcznie. Od jakiś dwudziestu minut szliśmy dalej przez las i przez ten czas nie powiedzieliśmy ani słowa. Po przyłapaniu nas na podsłuchiwaniu, Summer nie zrobiła nam żadnej awantury, jak się spodziewałem, tylko popatrzyła na nas z wyrzutem i poszła bez słowa do łazienki, co jeszcze wzmogło moje poczucie winy. Nie wiedziałem o czym rozmawiały Summer z Tiną, ale podsłuchiwaniem na pewno nie poprawiłem sytuacji.
W końcu las zaczął się przerzedzać i stopniowo zastąpił go piasek, który przeszedł w jezioro. Jego szklista tafla migotała w chłodnym słońcu poranka. Przeszedł mnie zimny dreszcz i obraz rozmazał mi się przed oczami.
Znalazłem się nagle w innym miejscu. Stałem na tej samej plaży i zobaczyłem Summer upadającą na ziemię. Na czole miała głęboką szramę, z której płynęła krew. Widoczność znowu mi się rozmazała i po sekundzie znowu byłem w lesie. Wizja minęła równie szybko, jak się pojawiła.
Zachwiałem się i oparłem o drzewo. Zobaczyłem, jak Summer kieruje swe kroki ku plaży.
 - Summer, stój! - krzyknąłem.
Dziewczyna obróciła się w moją stronę.
 - A niby dlaczego?
 - Bo tak mówię - odparłem. - Jestem dowódcą tej misji i każę ci wracać.
 - Słuchaj - w jej oczach pojawiły się gniewne iskierki. - Po tym co zrobiłeś, kompletnie straciłeś w moich oczach rangę przywódcy.
 - Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi - zaryzykowałem.
 - Najwyraźniej mamy inne definicje przyjaźni - odparła. - Bo ja sądzę, że przyjaciele powinni sobie ufać i mówić o wszystkim.
 - Ale co ja takiego zrobiłem?
 - Nie udawaj głupka - powiedziała Summer i weszła na plażę.
 - Wracaj, proszę - poprosiłem.
Posłała mi wyzywające spojrzenie. Zdawało się mówić "No śmiało Daniel, taki z ciebie tchórz?" Postanowiłem nie dać się sprowokować i odwróciłem się do niej plecami. Już chciałem iść dalej, gdy powietrze rozdarł krzyk.


Okej, o kilka godzin opóźniony rozdział, ale przynajmniej jest. Kolejny fragment będzie za około trzy tygodnie. Pozdrawiam,
Evanlyn013

Komentarze

  1. Przybywam! I od razu dziękuję za dedykację :D
    Podoba mi się taka Ann - właśnie tak sobie ja wyobrażałam jako matkę. Surowa, ale opiekuńcza, a gdy zagrozisz jej dziecku - oj, uciekaj na drugi koniec świata, może cię nie znajdzie. A Daniel - normalnie heros pełną gębą - otwarcie jej się sprzeciwia. Fajnie, że nie wydał dziewczyny i jeszcze za przyjaciółkę ją uważa, ale jak wrócą do obozu... Strach się bać.
    I typowa córka Afrodyty - nigdy ich nie lubiłam. Chociaż raczej Wenus. Jednak samej bogini, po przeczytaniu Iliady, nie da się nie lubić. Serio, jak się rzuca na pomoc bodajże Eneaszowi i zostaje przez to ranna - to urocze. Ale wracając do tematu - dobrze, że Summer nie słucha się przyjaciółki i broni resztę drużyny.
    No i jak można kończyć w takim momencie? Okej, wszyscy kończą w takich momentach, ale to irytujące. I w końcu nie wiem, czy córka Percy'ego oberwała czy nie. Pozostaje mi czekać na następny rozdział.
    Życzę oceanu weny, mnóstwa pomysłów i tyle wolnego czasu, że aż nie będizesz wiedziała co z sobą zrobić.
    Pozdrawiam,
    Mentrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju dziękuję! Cieszę się, że rozmowa z Annabeth wypadła tak, jak to sobie zaplanowałam. Może Summer i Ann spotkają się wcześniej niż myślisz? I znowu zdradzam za dużo... Okej, nieważne.
      Średnio lubię Afrodytę i dlatego Tinę skarałam zbyt dużym nosem i wrednym charakterkiem. Ta postać miała też inspirację w realnym świecie. Chyba każdy miewał takie toksyczne przyjaciółki...
      Wiem, że to irytujące! Ale zrobiłam to, żeby chciało się czytać kolejny rozdział.
      Tyle czasu, że nie będę wiedziała, co ze sobą zrobić? W szkole muzycznej to raczej nieprawdopodobne, ale i tak dziękuję. :)
      Też pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję,
      Evanlyn013
      P.S. Ciągle zapominam zapytać: jak zdobyć takie ładne szablony? Bo na twoich obu blogach są po prostu śliczne, i też chciałabym mieć coś takiego u siebie.

      Usuń
    2. Ja tak szybciutko, bo nie mam zbyt dużo czasu. Zmarnowałam go na odpisywanie na twój inny komentarz :D
      Chcę tylko wspomnieć o tych szablonach - ja swoimi jestem zachwycona. Oba robiła Mia z http://land-of-grafic.blogspot.com. Teraz tam spojrzałam i jest niestety na urlopie, ale możesz się zgłosić do kogoś innego, tylko poczytaj najpierw, jakie szablony lubi robić dany autor. I dość trudno było się złapać w kolejkę, więc trzeba trzymać rękę na pulsie.
      Jakbyś chciała o coś jeszcze spytać, to masz mój mail: mentrix1999@gmail.com
      łatwiej mi go kontrolować, niż komentarze.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 12

Rozdział 8 cz.II

Rozdział 10